Od kilku lat na polskiej scenie operowej w repertuarze belcanta prym wiedzie Joanna Woś. Artystka jest też dla wielu melomanów idealną odtwórczynią Violetty w „Traviacie” Verdiego. To, że Woś potrafi „zrobić” z głosem co chce, sprawia, że śpiewaczka ma na scenie, że tak powiem, wolną głowę do grania. Zatem i jej kreacje aktorskie są znakomite, pogłębione interpretacyjnie. Jako sympatyk Woś wybierałem się do Opery Narodowej na "Traviatę" Mariusza Trelińskiego z niedobrą, przyznaję, chęcią skonfrontowania Woś z Aleksandrą Kurzak. No i… konfrontowałem.
Aleksandra Kurzak dysponuje pięknym, nośnym głosem, techniką koloraturową na najwyższym poziomie, urodą, wdziękiem, aktorskim talentem. Violettę zagrała i zaśpiewała doskonale. A to przecież jej pierwsze spektakle tej opery. Jak będzie po kolejnych kilkunastu, kilkudziesięciu? Jestem przekonany, że równie imponująco, bo w chwili, gdy Kurzak „wśpiewa” partię, nie oprze się śpiewać całego przedstawienia tak, jak w sobotę zaśpiewała II akt: bawiąc się dźwiękami, głosem, cyzelując niuanse jakby „od niechcenia”.
W sobotę Aleksandrze Kurzak partnerował w roli Alfreda Francesco Demuro. O jego śpiewaniu nie sposób powiedzieć niczego złego: ładny, silny głos, wysoka kultura muzyczna, a do tego dobre aktorstwo. Oboje artyści raz po raz wzruszali publiczność, która w finale zrewanżowała im się owacją. Trzecim bohaterem sobotniego przedstawienia był Tadeusz Kozłowski, pod którego batutą orkiestra Opery Narodowej grała jak natchniona. To był piękny wieczór.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Demuro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Demuro. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 21 czerwca 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)
