Ja to mam szczęście
Wczoraj Bronek Wrocławski, przepraszam, Bronisław, doktor habilitowany i dziekan Wydziału Aktorskiego łódzkiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, Filmowej i Telewizyjnej, został najprawdziwszym PROFESOREM. Tak zdecydowały władze Uczelni i ministerialno-prezydenckie komisje. Za kilka tygodni od prezydenta Bronisława Komorowskiego odbierze honory i tytuł. Jaka z tego moja satysfakcja?
Znam Bronka od dwudziestu lat, tle też lat o Nim pisałem. O przedstawieniach, w jakich występował, o Jego kreacjach. A teraz, akurat w Tm momencie, satysfakcję mam tym większą, że za sprawą jednego z wydawnictw, pisze o Bronku książkę. I od kilku tygodni spotykamy się, gadamy… Mam radość z coraz lepszego i bliższego poznawania Go, radość z tego z KIM jestem na „Ty”. Rewelacja. Pogratulujcie tu (w komentarzach na przykład) profesorowi Bronisławowi Wrocławskiemu tytułu i talentu. Ja cieszę się tymczasem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bronisław Wrocławski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bronisław Wrocławski. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 27 września 2010
piątek, 23 lipca 2010
Teatr im. Jaracza najlepszy
Złoty Wiek
Pobyt na wsi i panujące upały nie sprzyjają pracy koncepcyjnej. Raczej rozleniwieniu. Dlatego tyle dni przerwy w serialu teatralnym. Zastanawiałem się jak opisywać sezon w Teatrze im. Jaracza i pomyślałem, że skoro nie muszę, to nie będę pisał o wszystkim.
„Jaracz”, do czego zdążył już widzów przyzwyczaić, trzyma poziom. Nawet te mniej trafione realizacje górują ponad łódzką przeciętność, wyróżniają się oryginalnością czy to inscenizacyjną czy interpretacyjną.
Do takich solidnych przedstawień zaliczyłbym realizację Jacka Orłowskiego – „Przypadek Iwana Iljicza” wg „Śmierci Iwana Iljicza” Lwa Tołstoja, z główną rolą Bronisława Wrocławskiego. „Przypadek…” to właściwie kolejny monodram Wrocławskiego (towarzyszący mu aktorzy odgrywają role marginalne), potwierdzający znakomitą kondycję artystyczną tego aktora, co znalazło uznanie w oczach kapituły Złotych Masek.
Solidna, choć dla wielu dyskusyjna, była też produkcja Małgorzaty Bogajewskiej, która pokazała „Kotkę na rozpalonym blaszanym dachu”. Tu pierwsze skrzypce grali nie odtwórcy ról głównych, młodych bohaterów (Iwona Karlicka i Kamil Maćkowiak), ale Andrzej Wichrowski (Ojciec) i Ewa Wichrowska (Matka) – oboje zresztą kolejny raz znakomici w roli małżeństwa (Ojciec i Matka w „Ślubie” Gombrowicza w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego). I ta rola przyniosła w tym sezonie Andrzejowi Wichrowskiemu Złotą Maskę. To pierwszy raz, kiedy zdecydowaliśmy się przyznać w kategorii najlepsza rola męska dwie nagrody.
Złotą Maskę za rolę Agafii otrzymała bezkonkurencyjna w tym sezonie Milena Lisiecka, grająca w „Według Agafii” (wg „Ożenku” Gogola) w reżyserii Agaty Dudy-Gracz. To wzruszająca, a zarazem wstrząsająca kreacja tej, niedocenionej w Łodzi nagrodami, aktorki.
Sama Agata Duda-Gracz także otrzymała Złotą Maskę za reżyserię i scenografię swojego spektaklu. A przedstawienie to jest niezwykłe, intrygujące, niemal napisane na nowo, ale za to znakomicie. Gdybym miał worek ze Złotymi Maskami, obdarowałbym wszystkich aktorów występujących w „Według Agafii”. Niestety, worka z maskami nie mam, więc jedyne, co mogę zrobić, to złożyć przed aktorami pokłon. I zgodzić się z opinią mojego kolegi (krakowsko-warszawskiego krytyka) Łukasza Drewniaka, że „Jaracz” ma takich aktorów, że klękajcie narody. Drewniak pisał tak w kontekście obsady „Zagłady ludu” w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego.
Ważnym i nagrodzonym Złotą Maską dla najlepszego przedstawienia sezonu 2009/2010 był „Dybuk” An-skiego w reżyserii Mariusza Grzegorzka. Przyznam się, że osobiście mam pewien kłopot z tym przedstawieniem. Nie porwało mnie ono, nie wciągnęło, oglądałem kolejne nużące sceny jak przez szybę. Nadto wydało mi się „zaczarowane”, rozedrgane, hermetyczne, a zarazem… nieciekawe. Po, moim zdaniem najdoskonalszych – i moich ulubionych - realizacjach Grzegorzka („Blask życia” i „Lew na ulicy”) „Dybuk”, podobnie jak wcześniej „Makbet” zdały mi się, przepraszam, szamańskie. Siła oryginalności i charyzmy reżysera sprawiła jednak, że właśnie „Dybuk” uznany został za najlepszy spektakl łódzkiego sezonu.
W „Jaraczu” pojawiła się (i to w trzech tytułach) debiutantka Agnieszka Więdłocha, która za role w „Nad”, „Dybuku” i „Survivalu” dostała Złotą Maskę za debiut właśnie.
Nie po raz pierwszy zwrócił na siebie uwagę Mariusz Jakus, grający właściwie monodram „Produkt” Ravenhilla w reżyserii Wojciecha Czarnoty. Chciałbym, by w nadchodzącym sezonie Jakus miał okazję ponownie „skoczyć” ponad poprzeczkę. Obserwowanie niesamowitego rozwoju tego aktora jest prawdziwą przyjemnością.
Biorąc pod uwagę maskowy bilans (trzy maski aktorskie, maska za scenografię i reżyserię oraz za najlepszy spektakl i za debiut), Teatr im. Jaracza okazał się najlepszą sceną w Łodzi. Mówiąc szczerze, nie widzę ani jednego powodu, by z takim twierdzeniem dyskutować. To po prostu fakt. Niech Złoty Wiek trwa wieki.
Pobyt na wsi i panujące upały nie sprzyjają pracy koncepcyjnej. Raczej rozleniwieniu. Dlatego tyle dni przerwy w serialu teatralnym. Zastanawiałem się jak opisywać sezon w Teatrze im. Jaracza i pomyślałem, że skoro nie muszę, to nie będę pisał o wszystkim.
„Jaracz”, do czego zdążył już widzów przyzwyczaić, trzyma poziom. Nawet te mniej trafione realizacje górują ponad łódzką przeciętność, wyróżniają się oryginalnością czy to inscenizacyjną czy interpretacyjną.
Do takich solidnych przedstawień zaliczyłbym realizację Jacka Orłowskiego – „Przypadek Iwana Iljicza” wg „Śmierci Iwana Iljicza” Lwa Tołstoja, z główną rolą Bronisława Wrocławskiego. „Przypadek…” to właściwie kolejny monodram Wrocławskiego (towarzyszący mu aktorzy odgrywają role marginalne), potwierdzający znakomitą kondycję artystyczną tego aktora, co znalazło uznanie w oczach kapituły Złotych Masek.
Solidna, choć dla wielu dyskusyjna, była też produkcja Małgorzaty Bogajewskiej, która pokazała „Kotkę na rozpalonym blaszanym dachu”. Tu pierwsze skrzypce grali nie odtwórcy ról głównych, młodych bohaterów (Iwona Karlicka i Kamil Maćkowiak), ale Andrzej Wichrowski (Ojciec) i Ewa Wichrowska (Matka) – oboje zresztą kolejny raz znakomici w roli małżeństwa (Ojciec i Matka w „Ślubie” Gombrowicza w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego). I ta rola przyniosła w tym sezonie Andrzejowi Wichrowskiemu Złotą Maskę. To pierwszy raz, kiedy zdecydowaliśmy się przyznać w kategorii najlepsza rola męska dwie nagrody.
Złotą Maskę za rolę Agafii otrzymała bezkonkurencyjna w tym sezonie Milena Lisiecka, grająca w „Według Agafii” (wg „Ożenku” Gogola) w reżyserii Agaty Dudy-Gracz. To wzruszająca, a zarazem wstrząsająca kreacja tej, niedocenionej w Łodzi nagrodami, aktorki.
Sama Agata Duda-Gracz także otrzymała Złotą Maskę za reżyserię i scenografię swojego spektaklu. A przedstawienie to jest niezwykłe, intrygujące, niemal napisane na nowo, ale za to znakomicie. Gdybym miał worek ze Złotymi Maskami, obdarowałbym wszystkich aktorów występujących w „Według Agafii”. Niestety, worka z maskami nie mam, więc jedyne, co mogę zrobić, to złożyć przed aktorami pokłon. I zgodzić się z opinią mojego kolegi (krakowsko-warszawskiego krytyka) Łukasza Drewniaka, że „Jaracz” ma takich aktorów, że klękajcie narody. Drewniak pisał tak w kontekście obsady „Zagłady ludu” w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego.
Ważnym i nagrodzonym Złotą Maską dla najlepszego przedstawienia sezonu 2009/2010 był „Dybuk” An-skiego w reżyserii Mariusza Grzegorzka. Przyznam się, że osobiście mam pewien kłopot z tym przedstawieniem. Nie porwało mnie ono, nie wciągnęło, oglądałem kolejne nużące sceny jak przez szybę. Nadto wydało mi się „zaczarowane”, rozedrgane, hermetyczne, a zarazem… nieciekawe. Po, moim zdaniem najdoskonalszych – i moich ulubionych - realizacjach Grzegorzka („Blask życia” i „Lew na ulicy”) „Dybuk”, podobnie jak wcześniej „Makbet” zdały mi się, przepraszam, szamańskie. Siła oryginalności i charyzmy reżysera sprawiła jednak, że właśnie „Dybuk” uznany został za najlepszy spektakl łódzkiego sezonu.
W „Jaraczu” pojawiła się (i to w trzech tytułach) debiutantka Agnieszka Więdłocha, która za role w „Nad”, „Dybuku” i „Survivalu” dostała Złotą Maskę za debiut właśnie.
Nie po raz pierwszy zwrócił na siebie uwagę Mariusz Jakus, grający właściwie monodram „Produkt” Ravenhilla w reżyserii Wojciecha Czarnoty. Chciałbym, by w nadchodzącym sezonie Jakus miał okazję ponownie „skoczyć” ponad poprzeczkę. Obserwowanie niesamowitego rozwoju tego aktora jest prawdziwą przyjemnością.
Biorąc pod uwagę maskowy bilans (trzy maski aktorskie, maska za scenografię i reżyserię oraz za najlepszy spektakl i za debiut), Teatr im. Jaracza okazał się najlepszą sceną w Łodzi. Mówiąc szczerze, nie widzę ani jednego powodu, by z takim twierdzeniem dyskutować. To po prostu fakt. Niech Złoty Wiek trwa wieki.
wtorek, 15 czerwca 2010
Złote Maski 2009/2010
Złote Maski - nagrody łódzkich recenzentów teatralnych, to najważniejsze w regionie i jedne z najważniejszych w kraju, nagrody teatralne.
W tym roku recenzenci wręczą je już po raz dziewiętnasty. wydarzeniu towarzyszyć będzie koncert, w którym na scenie Teatru Wielkiego wystąpią trzej polscy tenorzy: Paweł Skałuba, Dariusz Stachura i Adam Zdunikowski. A to wszystko już niedzielnego wieczoru o godz. 18.
Maski, ze swoją osiemnastoletnią tradycją, wzbudzają szacunek w środowisku, a ponieważ są nagrodami przyznawanymi przez krytyków - tym większym cieszą się splendorem.
Wśród laureatów Złotych Masek znajdujemy tak znakomite nazwiska, jak m.in.: Ewa Wycichowska, Franciszek Starowieyski, Maciej Prus, Bronisław Wrocławski, Barbara Sass, Tomasz Zygadło, Waldemar Zawodziński, Barbara Marszałek i nieżyjący już: Jacek Chmielnik i Sławomir Kulpowicz.
Od chwili powstania nagrody, prasowi recenzenci wręczyli sporo ponad sto Masek. Rekordzistami w posiadaniu nagród (mają ich po kilka) są Waldemar Zawodziński (za reżyserię i scenografię), w tych samych kategoriach Mariusz Grzegorzek oraz Ryszard Kaja (za scenografię i kostiumy). Warto przypomnieć, że to on jest autorem projektu plastycznego Masek, który podarował recenzentom bezinteresownie. A jak to wszystko się zaczęło?
Po raz pierwszy Złote Maski przyznaliśmy za wydarzenia sezonu 1991/1992. Uroczystość odbyła się w Teatrze im. Jaracza i zbiegła z odejściem z teatru jego wieloletniego dyrektora - Bohdana Hussakowskiego. I właśnie Hussakowski stał się pierwszym w historii laureatem Nadzwyczajnej Złotej Maski, przyznanej za dokonania podczas wszystkich sezonów spędzonych w Łodzi. A było ich trzynaście.
Za najlepszą aktorkę uznaliśmy Joannę Cortes, nagradzając jej kreację w tytułowej partii opery "Carmen" Bizeta, której premiera odbyła się w Teatrze Wielkim. Mariusz Wojciechowski otrzymał Złotą Maskę za dwie role: Salieriego w "Amadeuszu" i Koczkariowa w "Ożenku". Oba spektakle powstały na scenie "Jaracza". Ten teatr zgarnął jeszcze jedną nagrodę - dla najlepszego przedstawienia, przyznaną za "Ożenek", a reżyserujący sztukę Gogola Valery Fokin otrzymał nagrodę za najlepszą reżyserię. Za scenografię "Niejakiego Piórki" w Teatrze Studyjnym i "Romea i Julii" w Teatrze Wielkim Złotą Maskę otrzymał Ryszard Kaja.
Aby nie było tylko cukierkowo słodko, zdecydowaliśmy przyznać Czarną Maskę, za najgorsze przedstawienie sezonu uznając "Hej, to jeszcze nie koniec". Ta antynagroda trafiła do Teatru Powszechnego. Dziś w Łodzi nie mieszka już żaden z laureatów pierwszej edycji nagrody...
W następnym roku uroczystość odbyła się na scenie Teatru Studyjnego. W gronie laureatów znaleźli się aktorzy: Barbara Lauks i Bronisław Wrocławski. Ponownie "Jaracz" otrzymał Złotą Maskę za najlepsze przedstawienie, jakim uznano "Mein Kampf" w reżyserii Tomasza Zygadły. Natomiast za reżyserię Maskę otrzymał Zbigniew Brzoza (za spektakl "Przemiana" w Teatrze Studyjnym). Czarna Maska powędrowała do Teatru Nowego za najgorsze przedstawienia sezonu: "Pastorałkę" i "Wieczór Trzech Króli". Natomiast Nadzwyczajną Złotą Maskę za podejmowanie działań, mających na celu integrowanie środowiska i odbudowę prestiżu Teatru Powszechnego, otrzymał Maciej Korwin, dyrektor tej sceny.
Rok później przenieśliśmy się do Teatru Wielkiego, gdzie laury odbierali m.in. Barbara Marszałek (aktorka ma cztery Złote Maski), Waldemar Zawodziński (za reżyserię "Fausta" Gounoda w Teatrze Wielkim), Franciszek Starowieyski (za "Ubu Rex" w Teatrze Wielkim) i po raz trzeci Ryszard Kaja. Za najlepszy spektakl uznano "Ubu Rex", Nadzwyczajną Złotą Maską uhonorowana została Janina Niesobska za choreografię do "Fausta", "Ubu Rex" (w Teatrze Wielkim) i "Tańców w Ballybeg" (w Teatrze im. Jaracza). Niesobska też już ma kilka Masek.
W 1994 roku Czarna Maska za najgorsze przedstawienie sezonu przypadła Teatrowi Muzycznemu za "Ziemię obiecaną", a Nadzwyczajną Czarną Maskę dostał Jacek Chmielnik, za niski poziom artystyczny w Teatrze Nowym, którego był dyrektorem. Rok później Chmielnik swoją maskę pozłocił.
W 1994 roku wybitna polska tancerka i choreograf - Ewa Wycichowska - została uhonorowana Nadzwyczajną Złotą Maską za całokształt osiągnięć artystycznych.
W kolejnych sezonach Złote Maski trafiły do aktorki Gabrieli Muskały (przynajmniej dwa razy), aktora Ireneusza Czopa (dwie Maski), scenograf Marii Balcerek (trzy Maski), reżysera Mariusza Grzegorzka (ma sześć Masek), aktorki Bogusławy Pawelec, aktora Andrzeja Wichrowskiego, aktorki Barbary Szcześniak i reżyserów: Remigiusza Brzyka, Henryka Baranowskiego, Łukasza Kosa, dwukrotnie do Grzegorza Wiśniewskiego.
W gronie laureatów są także śpiewacy: Joanna Woś, Krystyna Rorbach, Jolanta Bibel, Anna Walczak, Agnieszka Makówka, Joanna Moskowicz (nagroda za debiut trzy lata temu), Zbigniew Macias, Krzysztof Bednarek i Adam Koziołek.
Cztery lata temu pojawiła się Maska za najlepszy debiut, wtedy też po raz pierwszy wręczono Złotą Maskę za najlepszą inscenizację. Tej nagrody nie było okazji wręczyć nikomu, poza Giorgiem Madią, wyróżnianym za dwa baletowe hity Teatru Wielkiego - "Śpiącą królewnę" i "Kopciuszka".
Tak się składa, że od osiemnastu lat Złotą Maską dla najlepszego spektaklu w sezonie dzielą się dwie sceny: Teatru Wielkiego i Teatru im. Jaracza. Raz tylko taką nagrodę otrzymał Teatr Nowy - za "Sen pluskwy" w reżyserii Kazimierza Dejmka, którego imię dziś teatr nosi.
Czarnymi Maskami obdarowywano sprawiedliwie, ale nie każdy teatr ma tę antynagrodę. Nigdy nie dostał jej Teatr im. Jaracza ani teatry lalkowe "Arlekin" i "Pinokio".
W tym roku w kapitule "maskowej" zasiedli: Renata Sas ("Express Ilustrowany"), Małgorzata Karbowiak ("Kalejdoskop"), Joanna Rybus ("Gazeta Łódzka"), Piotr Grobliński (portal Reymont.pl), Dariusz Pawłowski i Łukasz Kaczyński ("Polska. Dziennik Łódzki") oraz Michał Lenarciński (pomysłodawca nagrody, przez ostatnie 10 lat związany z „Dziennikiem Łódzkim”, dziś nie związany z żadną łódzką redakcją).
W tym roku recenzenci wręczą je już po raz dziewiętnasty. wydarzeniu towarzyszyć będzie koncert, w którym na scenie Teatru Wielkiego wystąpią trzej polscy tenorzy: Paweł Skałuba, Dariusz Stachura i Adam Zdunikowski. A to wszystko już niedzielnego wieczoru o godz. 18.
Maski, ze swoją osiemnastoletnią tradycją, wzbudzają szacunek w środowisku, a ponieważ są nagrodami przyznawanymi przez krytyków - tym większym cieszą się splendorem.
Wśród laureatów Złotych Masek znajdujemy tak znakomite nazwiska, jak m.in.: Ewa Wycichowska, Franciszek Starowieyski, Maciej Prus, Bronisław Wrocławski, Barbara Sass, Tomasz Zygadło, Waldemar Zawodziński, Barbara Marszałek i nieżyjący już: Jacek Chmielnik i Sławomir Kulpowicz.
Od chwili powstania nagrody, prasowi recenzenci wręczyli sporo ponad sto Masek. Rekordzistami w posiadaniu nagród (mają ich po kilka) są Waldemar Zawodziński (za reżyserię i scenografię), w tych samych kategoriach Mariusz Grzegorzek oraz Ryszard Kaja (za scenografię i kostiumy). Warto przypomnieć, że to on jest autorem projektu plastycznego Masek, który podarował recenzentom bezinteresownie. A jak to wszystko się zaczęło?
Po raz pierwszy Złote Maski przyznaliśmy za wydarzenia sezonu 1991/1992. Uroczystość odbyła się w Teatrze im. Jaracza i zbiegła z odejściem z teatru jego wieloletniego dyrektora - Bohdana Hussakowskiego. I właśnie Hussakowski stał się pierwszym w historii laureatem Nadzwyczajnej Złotej Maski, przyznanej za dokonania podczas wszystkich sezonów spędzonych w Łodzi. A było ich trzynaście.
Za najlepszą aktorkę uznaliśmy Joannę Cortes, nagradzając jej kreację w tytułowej partii opery "Carmen" Bizeta, której premiera odbyła się w Teatrze Wielkim. Mariusz Wojciechowski otrzymał Złotą Maskę za dwie role: Salieriego w "Amadeuszu" i Koczkariowa w "Ożenku". Oba spektakle powstały na scenie "Jaracza". Ten teatr zgarnął jeszcze jedną nagrodę - dla najlepszego przedstawienia, przyznaną za "Ożenek", a reżyserujący sztukę Gogola Valery Fokin otrzymał nagrodę za najlepszą reżyserię. Za scenografię "Niejakiego Piórki" w Teatrze Studyjnym i "Romea i Julii" w Teatrze Wielkim Złotą Maskę otrzymał Ryszard Kaja.
Aby nie było tylko cukierkowo słodko, zdecydowaliśmy przyznać Czarną Maskę, za najgorsze przedstawienie sezonu uznając "Hej, to jeszcze nie koniec". Ta antynagroda trafiła do Teatru Powszechnego. Dziś w Łodzi nie mieszka już żaden z laureatów pierwszej edycji nagrody...
W następnym roku uroczystość odbyła się na scenie Teatru Studyjnego. W gronie laureatów znaleźli się aktorzy: Barbara Lauks i Bronisław Wrocławski. Ponownie "Jaracz" otrzymał Złotą Maskę za najlepsze przedstawienie, jakim uznano "Mein Kampf" w reżyserii Tomasza Zygadły. Natomiast za reżyserię Maskę otrzymał Zbigniew Brzoza (za spektakl "Przemiana" w Teatrze Studyjnym). Czarna Maska powędrowała do Teatru Nowego za najgorsze przedstawienia sezonu: "Pastorałkę" i "Wieczór Trzech Króli". Natomiast Nadzwyczajną Złotą Maskę za podejmowanie działań, mających na celu integrowanie środowiska i odbudowę prestiżu Teatru Powszechnego, otrzymał Maciej Korwin, dyrektor tej sceny.
Rok później przenieśliśmy się do Teatru Wielkiego, gdzie laury odbierali m.in. Barbara Marszałek (aktorka ma cztery Złote Maski), Waldemar Zawodziński (za reżyserię "Fausta" Gounoda w Teatrze Wielkim), Franciszek Starowieyski (za "Ubu Rex" w Teatrze Wielkim) i po raz trzeci Ryszard Kaja. Za najlepszy spektakl uznano "Ubu Rex", Nadzwyczajną Złotą Maską uhonorowana została Janina Niesobska za choreografię do "Fausta", "Ubu Rex" (w Teatrze Wielkim) i "Tańców w Ballybeg" (w Teatrze im. Jaracza). Niesobska też już ma kilka Masek.
W 1994 roku Czarna Maska za najgorsze przedstawienie sezonu przypadła Teatrowi Muzycznemu za "Ziemię obiecaną", a Nadzwyczajną Czarną Maskę dostał Jacek Chmielnik, za niski poziom artystyczny w Teatrze Nowym, którego był dyrektorem. Rok później Chmielnik swoją maskę pozłocił.
W 1994 roku wybitna polska tancerka i choreograf - Ewa Wycichowska - została uhonorowana Nadzwyczajną Złotą Maską za całokształt osiągnięć artystycznych.
W kolejnych sezonach Złote Maski trafiły do aktorki Gabrieli Muskały (przynajmniej dwa razy), aktora Ireneusza Czopa (dwie Maski), scenograf Marii Balcerek (trzy Maski), reżysera Mariusza Grzegorzka (ma sześć Masek), aktorki Bogusławy Pawelec, aktora Andrzeja Wichrowskiego, aktorki Barbary Szcześniak i reżyserów: Remigiusza Brzyka, Henryka Baranowskiego, Łukasza Kosa, dwukrotnie do Grzegorza Wiśniewskiego.
W gronie laureatów są także śpiewacy: Joanna Woś, Krystyna Rorbach, Jolanta Bibel, Anna Walczak, Agnieszka Makówka, Joanna Moskowicz (nagroda za debiut trzy lata temu), Zbigniew Macias, Krzysztof Bednarek i Adam Koziołek.
Cztery lata temu pojawiła się Maska za najlepszy debiut, wtedy też po raz pierwszy wręczono Złotą Maskę za najlepszą inscenizację. Tej nagrody nie było okazji wręczyć nikomu, poza Giorgiem Madią, wyróżnianym za dwa baletowe hity Teatru Wielkiego - "Śpiącą królewnę" i "Kopciuszka".
Tak się składa, że od osiemnastu lat Złotą Maską dla najlepszego spektaklu w sezonie dzielą się dwie sceny: Teatru Wielkiego i Teatru im. Jaracza. Raz tylko taką nagrodę otrzymał Teatr Nowy - za "Sen pluskwy" w reżyserii Kazimierza Dejmka, którego imię dziś teatr nosi.
Czarnymi Maskami obdarowywano sprawiedliwie, ale nie każdy teatr ma tę antynagrodę. Nigdy nie dostał jej Teatr im. Jaracza ani teatry lalkowe "Arlekin" i "Pinokio".
W tym roku w kapitule "maskowej" zasiedli: Renata Sas ("Express Ilustrowany"), Małgorzata Karbowiak ("Kalejdoskop"), Joanna Rybus ("Gazeta Łódzka"), Piotr Grobliński (portal Reymont.pl), Dariusz Pawłowski i Łukasz Kaczyński ("Polska. Dziennik Łódzki") oraz Michał Lenarciński (pomysłodawca nagrody, przez ostatnie 10 lat związany z „Dziennikiem Łódzkim”, dziś nie związany z żadną łódzką redakcją).
Subskrybuj:
Posty (Atom)
