Fortuna kałem sie tuczy


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wybory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wybory. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 października 2011

Wybory parlamentarne 2011 vs wakacje

Normalizacja?

Arena polityczna dzięki wczorajszym wyborom konstytuuje się, oglądam w moim telewizorze polityków komentujących zjawiska i wyciągających wnioski, i... przypomniałem sobie, że podczas wakacji zrobiłem kilka zdjęć, które chciałem tu zamieścić.
Niektóre fotografie powstały z gwałtownej potrzeby zatrzymania chwili w kadrze, inne z premedytacją, żeby stały się zagadką. I dziś pierwsza z zagadek. Kto wie, w jakim mieście zrobiłem to zdjęcie? Nagrodą będzie... satysfakcja. O ile większa, niż z... No właśnie.

poniedziałek, 5 lipca 2010

Poszukiwany przez policję

Wybory i policja


Dzień wyborów okazał się nieoczekiwanie szalenie oryginalny. Tradycją świecką stało się, że głosowanie powinno odbyć się w stolicy. Dzień przed zawiałem u Poli i Jacka Mikołajczyków. W niedzielę po fantastycznym śniadaniu u Vincenta na Nowym Świecie (Krakowski i Nowy świat wyglądają pięknie i prawdziwie europejsko) zrobiliśmy z Jackiem zakupy. Bramka w supermarkecie zawyła, więc ochrona poprosiła mnie do pokoju rewizji. Okazało się, że „dzwoniła” paczka papierosów. Pan bardzo przepraszał, mnie było wesoło.


Po południu w Warszawie zjawił się Jacek Kubis z kumplem i gromadnie poszliśmy głosować (w nocy okazało się, że „nasz” został prezydentem, ciekawe jak się zrewanżuje). Po głosowaniu zawiozłem Jacka K i jego kolegę (autem tego pierwszego) na lotnisko (tunezyjskie słońce drinki z parasolkami to teraz ich repertuar). Zaparkowałem za znakiem „parking do 1 godz.”. Odprowadziłem kolegów i wróciłem do auta po około pół godzinie. A tam policja… Że tu owszem, wolno parkować, ale tylko inwalidom. I, że dokumenty, i że sto PLN. Za chwilę okazało się, że… w konwoju (z przodu radiowóz, z tyłu „suka”) muszę z panami pojechać na komisariat, bo rejestr policyjny im powiedział, że jestem poszukiwany.

Rozbawiło mnie to zacnie, w komisariacie było bardzo miło, choć kawy nie zaproponowali. Doszli natomiast do tego, że poszukuje mnie Komenda Miejska Policji w Mysłowicach (i to już od dwóch dni). I dostałem wezwanie do stawienia się w Mysłowicach, po negocjacjach zgodziłem się na wizytę w piątek (nie pojadę oczywiście, ale zadzwonię – pomyślałem).

- Ale może zamiast tam, to ja pójdę na komisariat w Łodzi, mam bliżej – pytam.
- No nie wiem… - zastanawia się policjant.
- To może się dowiedzmy – sugeruję grzecznie, acz stanowczo.
- To zadzwonimy do Mysłowic i się zapytamy.
- Cudownie.

Po kilku minutach okazuje się, że poszukiwany jestem w celu ustalenia mojego miejsca zamieszkania, bo radar zrobił mi zdjęcie rok temu. Pewnie jechałem do Krakowa.

- Nie musi pan do Mysłowic, bo oni przekazali sprawę do Łodzi – słyszę.
- Świetnie, jacy panowie mili. To co, teraz dzwonimy do Łodzi okej? – delikatnie usiłuję wywrzeć presję.
- Dobrze – godzi się policjant.

Po chwili dobiega mnie wymiana zdań między Okęciem a Łodzią:

- Bo my tu mamy poszukiwanego, sprawa nr… pesel nr…
- A nie, on w dowodzie to ma inny adres. Nie, nie nowy dowód, wydany osiem lat temu. No dobrze, to tak zrobimy.
- Musi pan stawić się w Łodzi, jutro - słyszę.
- Nie, jutro nie mogę, może wtorek?
- Ten pan mówi, że jutro nie może, że może we wtorek. To o ósmej?
- Nie, za wcześnie. Po południu będzie mi wygodniej – odkrzykuję, bo pan w pokoju obok.
- O szesnastej będzie dobrze?
- Świetnie.
- Ale niech pan się stawi, bo jeśli nie, to oni nie wykreślą, że pana poszukują, i jak zatrzyma pana policja, to będą musieli osadzić pana w areszcie – instruuje policjant.
- Dziękuję, bardzo panowie tu mili – udaję lansady, jak potrafię. - Ale dlaczego policja w Łodzi ustala moje miejsce zamieszkania?
- Oni mają pana adres, ale mówią, że pan tam nie przebywa.

Gdy dowiaduję się, jaki mają adres, przestaję się dziwić. Według łódzkiej policji mieszkam w miejscu, w którym nie mieszkam już od ośmiu lat. Faktycznie strasznie trudno to ustalić, bo w prawie jazdy, dowodzie rejestracyjnym i osobistym adres mam wpisany aktualny. Zresztą od ośmiu lat. Jak im się udało ustalić, że to ja jestem właścicielem sfotografowanego auta, a nie udało się przeczytać w dokumentach adresu? Zagadka dla Czytelników.

Na koniec – wielkie podziękowania dla Poli i Jacka za gościnę, wspólne, dobre, wybory, za genialną kawę Jackową i herbatę Polową i zezwolenie na bycie podkuchennym przy przygotowywaniu Jackowego kurczaka w sezamie i sosie, którego receptury podać nie mogę :)