Balowanie na Manhattanie
Na tym koncercie „odliczyła” się cała Łódź. Był znakomity dyrygent Wojtek Michniewski z Ireną, Tomek Gołębiewski, koncertmistrz Filharmonii Łódzkiej, Dorota Ossowska, prezes oddziału łódzkiego PKO BP SA, ksiądz Waldek Sondka, Zbyszek Żmudzki – szef Se-Ma-Fora, Irek Kowalewski – Meloman i twórca Oscarów Jazzowych, dziennikarze: Marzena Bomanowska z „Wyborczej”, Renata Sas z „Expressu”, Darek Pawłowski z „Dziennika”, nie pracujący teraz w zawodzie a związani przez lata z łódzkimi (i nie tylko): Ela Sokołowska i Jurek Barski… Wszyscy przyszli posłuchać żywej legendy. I, mam nadzieję, jak i ja, nie zawiedli się.
Klub Wytwórnia rozpoczął III Letnią Akademię Jazzu mocnym uderzeniem. Łódzki koncert The Manhattan Transfer był rodzajem szczególnej podróży przez świat dźwięków i stylów wykonawczych, które przez lata wielkiej kariery zespołu trwale zapisały się w historii muzyki jazowej i nie tylko. Z jednej strony można powiedzieć, że usłyszeliśmy wszystko, z drugiej, że… nic. Bo skoro był przebój „I love coffee, I love tea”, to dlaczego nie było „Twilight Zone”? Niewiele brakowało, a nie usłyszelibyśmy „Chanson D'Amour” – piosenki, która jednoznacznie kojarzy się z zespołem. Szczęśliwie artyści wyraźnie ujęci gorącym przyjęciem, jakie zgotowała im łódzka publiczność, ochoczo zrealizowali wykrzyczane „zamówienie”.
Koncert, trwający niespełna dwie godziny, pokazał jak można w sposób piękny i szlachetny cyzelować sztukę harmonijnego współbrzmienia, nie tracąc przy tym cech własnej indywidualności, jak dobierać barwy i odcienie muzyki, pamiętając o emocjach i dramaturgii koncertu. Czworo wokalistów zaprezentowało najwyższej klasy kunszt wykonawczy tak w stylistyce klasycznego jazzu, jak i pastiszu („My Little Yellow Basket” będący od siedemdziesięciu lat „własnością” Elli Fitzgerald), czy boogie woogie i rock and rolla. Nie przeszkodził temu akompaniament, zredukowany do instrumentów klawiszowych, basu i gitary (och, zabrakło fantastycznej solówki saksofonowej w „Chanson D’Amour”). Z braku trąbki, nieoczekiwanie pełną smaku okazała się improwizacja Cheryl Bentyne , która w jednym z utworów wokalnie zastąpiła… trąbkę z tłumikiem. I nie był to wcale popis wedle zasady sztuka dla sztuki, ale prawdziwy majstersztyk parodystyczny. Jeśli najwyższa klasa, dystans i wysublimowanie będą znakiem rozpoznawczym III Letniej Akademii Jazzu, to przed miłośnikami tego gatunku prawdziwie upalne lato.
Dziękuję Małgosi Łapot i koleżance z działu PR Wytwórni za zaproszenie. I, jeśli mogę, poproszę o jeszcze. I o rozwianie, lub potwierdzenie informacji, że Wytwórnia ma szukać sobie nowego lokum. Ponoć na tym gruncie ma stanąć hotel Hilton. Czy to możliwe?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Manhattan Transfer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Manhattan Transfer. Pokaż wszystkie posty
piątek, 2 lipca 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)
