Fortuna kałem sie tuczy


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teatr Wielki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teatr Wielki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Teatr Wielki, Gala baletowa

Kolorowo i dynamicznie


Najlepszym zaproszeniem do Teatru Wielkiego w Łodzi na Galę baletową są zdjęcia, jakie Maciej Piąsta zrobił tancerzom. W świetnej scenografii Katarzyny Zbłowskiej reżyserował Dominik Muśko. Zapraszam do obejrzenia. Zdjęć, ale przede wszystkim przedstawienia. TWŁ gra Galę baletową jutro, czyli 11 grudnia i poźniej: 10 i 11 stycznia i 24 lutego 2013 (na scenie Teatru im. Jaracza).

Nazar Botsiy

Valentyna Batrak, Witold Biegański
 


Bogumiła Sołek, Nazar Botsiy
 

Klaudia Strzelczyk

Nazar Botsiy

Gintautas Potockas, Monika Maciejewska-Potockas

niedziela, 18 listopada 2012

Teatr Wielki: Pamięci łódzkich artystów

Niezwykłe wydarzenie

Dwa wspaniałe requiem Luigiego Cherubiniego wykonali dziś w katedrze Chór i Orkiestra Teatru Wielkiego w Łodzi pod batutą Rubena Silvy. Przeżycie było niesamowite: kościół wypełniony melomanami, wśród publiczności wierni widzowie teatru, jedni z najwybniejszych polskich śpiewaków, a zarazem wspaniali małżonkowie: Delfina Ambroziak i Tadeusz Kopacki, i cudowna Ewa Karaśkiewicz - wieloletni soliści Teatru Wielkiego w Łodzi. Na wielkich ekranach wyświetlane były nazwiska tych, których nie ma już z nami od 2000 roku: blisko trzysta nazwisk, życiorysów, nieprównanie więcej dzieł i uczuć. To był niezwykły koncert.


   

 
                                                                FOT.: MACIEJ PIĄSTA

niedziela, 28 października 2012

Tosca, Teatr Wielki Łódź: Hołysz, Kuk, Szerszeń



Stało się

Próba generalna: Piotr Halicki (zaśpiewa dziś), Tomasz Kuk i Andrzej Kostrzewski (śpiewali wczoraj).
Fotografował Maciej Piąsta


Wczorajsza premiera "Toski" została bardzo dobrze przyjęta przez publiczność. Katarzyna Hołysz debiutująca w partii Toski zachwycała, podobnie jak Adam Szerszeń - debiutujący w partii Scarpii i nie debiutujący w partii Cavaradossiego Tomasz Kuk. Piękny epizod stworzył Grzegorz Szostak jako Zakrystian, przekonująco zagrał i zaśpiewał Angelottiego Patryk Rymanowski, przejmująco poprowadzili postaci policyjnych rzezimieszków Andrzej Kostrzewski i Dominik Sutowicz. Orkiestra i prowadzący ją Tadeusz Kozłowski - genialni. Reżyseria Janiny Niesobskiej i Waldemara Zawodzińskiego - doskonała, znakomite, jak zawsze, kostiumy Marii Balcerek. Mądry, inteligenny teatr operowy.
Dorota Szwarcman napisała już na swoim blogu tak:

http://szwarcman.blog.polityka.pl/2012/10/28/festiwalu-pucciniego-ciag-dalszy/#more-2676

Czuję się w obowiązku poprawić Dorocie dwie pomyłki, wynikające zapewne z tego, że coraz trudniej - w pędzącej rzeczywistości - liczy się nam wszystkim minione lata. I tak: Dorota "Operetkę" Gombrowicza w reżyserii Dejmka widziała w Teatrze Nowym w Łodzi (zesztą dziś teatr ten nosi imię swego założyciela i pierwszego dyrektora). Druga rzecz: Teatr Wielki w Łodzi ma 45 lat (otwarty został 19 stycznia 1967 roku), ale faktycznie - prowadzony jest w nim pierwszy w historii tak wielki remont. A scena - kiedyś jedna z najnowocześniejszych w Europie - najpewniej znów będzie mogłą sięgnąć po to miano.

Dziś w łódzkiej "Tosce"  publiczności przedstawią się: Ewa Vesin (Tosca), Sylwester Kostecki (Cavaradossi) i debiutujący nie tylko jako Scarpia, ale występujący pierwszy raz w zyciu na profesjonalnej scenie - Piotr Halicki. Będzie się działo!

Jutro dodam kilka zdjęć.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Tosca: Cichocka, Hołysz, Vesin

Koleżanki z pracy

Właściwie nie mogę już doczekać się wakacji i chciałbym, żeby trwały jak najdłużej. W perspektywie jednak jest bardzo kusząca premiera Teatru Wielkiego: "Tosca" Pucciniego. Reżyserować będą Janka Niesobska i Waldemar Zawodziński. A w partii tytułowej - trzy wielkie śpiewaczki: Monika Cichocka, Katarzyna Hołysz i Ewa Vesin. Każda inna, każda z ogromnym temperamentem, każda znakomita. Jakie będą trzy Florie Toski w Łodzi? Odpowiedź już pod koniec października. A na bannerze reklamowym, który zawiśnie już niedługo na fasadzie TWŁ, wyglądać będą tak.

                                       

Banner zaprojektowałem wspólnie z Iwoną Marchewką, najlepszą Marchewką świata :) Nasze Toski mierzą ponad 6 metrów

niedziela, 17 czerwca 2012

Posprzątane Złote Maski 2012


Pozłocone

Złotą Maskę dla najlepszego spektaklu sezonu 2011/2012 otrzymał Teatr im. Jaracza, za "Posprzątane" w reż. Mariusza Grzegorzka.

Złota Maska za najlepszą reżyserię - Mariusz Grzegorzek, za „Posprzątene”.

Złota Maska za najlepszą reżyserię - Zbigniew Brzoza za przygotowanie spektaklu dyplomowego studentów aktorstwa PWSFTviT w Łodzi "Z Różewicza dyplom"

Złota Maska za najlepszą scenografię – Grzegorz Wiśniewski, za „Króla Ryszarda III” we własnej reżyserii.

Złota Maska za najlepsze kostiumy: Maria Balcerek, za trzy prace zrealizowane w Teatrze Wielkim w Łodzi: „Wielka Gala Operowa”, „Hiszpańskie fascynacje”, „Madama Butterfly”

Złota Maska za najlepszą rolę kobiecą – Gabriela Muskała za rolę Virginii w „Posprzątanym”.

Złota Maska za najlepszą rolę męską - Michał Staszczak za rolę księcia Buckingham w spektaklu "Król Ryszard III".

Złota Maska za debiut - Piotr Trojan za rolę Ifigenii w spektaklu "I Ifigenia".

Złota Maska za pracę duetu reżyser-dramaturg (przyznana po raz pierwszy w historii)  - reżyser „I Ifigenii”  Tomasz Bazan i dramaturg Szczepan Orłowski.

Złota Maska za wysoki poziom artystyczny za Koncert na Wielki Tydzień z muzyką Pergolesiego i Rossiniego i Koncert muzyki Wojciecha Kilara – Teatr Wielki w Łodzi.

Złota Maska za kierownictwo muzyczne spektaklu "Madama Butterfly" na scenie Teatru Wielkiego w Łodzi - Tadeusz Kozłowski.

Złota Maska dla tealtru lalkowego - "Niewielki, niemały król" w reż. Bogdana Nauki - Teatr Lalek "Arlekin".

Po raz pierwszy przyznana została Złota Maska za najciekawsze wydarzenie w teatrze nieinstytucjonalnym. Otrzymało ją Stowarzyszenie Teatralne Chorea za realizację artystyczno-społecznego projektu "Oratorium Dance Company".

Czarnej Maski nie przyznano.

Złote Maski w sezonie 2011/2012 przyznała kapituła w składzie: Renata Sas ("Express Ilustrowany"), Dariusz Pawłowski i Łukasz Kaczyński ("Dziennik Łódzki"), Małgorzata Karbowiak ("Kalejdoskop"), Piotr Grobliński (www.reymont.pl) oraz Igor Rakowski-Kłos ("Gazeta Wyborcza"). I choć członkiem dożywotnim kapituły jestem, to po raz pierwszy w decyzjach udziału nie brałem. Nie wypadało.

środa, 4 kwietnia 2012

Teatr Wielki w Lodzi: Pergolesi, Rossini, Kilar

Było genialnie!

                                                                          Fot.: Maciej Piąsta
                                                                                            

Dwa wspaniałe dzieła, reprezentujące dwie epoki: Stabat Mater Pergolesiego i Stabat Mater Rossiniego, wypełniły wieczór w kościele św. Mateusza w Łodzi. Bohaterami koncertu byli: Chór i Orkiestra Teatru Wielkiego w Łodzi, soliści: Dorota Wojcik, Olga Maroszek (Pergolesi) oraz Joanna Woś, Bernadetta Grabias, Pavlo Tolstoy i Aleksander Teliga (Rossini) – wszyscy pod znakomitą batutą Eralda Salmieriego. Długa owacja na stojąco ponad tysięcznej publiczności była nie mniej wspaniała, jak cały koncert.  Aż sobie zazdroszczę, że mogłem w nim uczestniczyć.  

A 3 maja, o godz. 20.30, w archikatedrze łódzkiej - koncert kompozytorski Wojciecha Kilara. Pod batutą Jacka Bonieckiego wystąpią: Chór i Orkiestra Teatru Wielkiego w Łodzi oraz Monika Cichocka, Agnieszka Makówka, Mirosław Niewiadomski i Grzegorz Szostak. W programie: Bogurodzica, Missa pro Pace i Victoria. Wstęp wolny!

poniedziałek, 12 marca 2012

Teatr Wielki, Madama Butterfly, Agnieszka Makówka

        Suzuki: Agnieszka Makówka


                                                                                           FOT. MACIEJ PIĄSTA

Agnieszka Makówka, podczas "Premiery z Expressem" znów przeżywać będzie rozpacz wiernej Suzuki. A jak pięknie zaśpiewa... Już 13 marca o godz. 19 na scenie Teatru im.Jaracza

niedziela, 11 marca 2012

Teatr Wielki, Madama Butterfly, Bernadetta Grabias

                      Suzuki



Bernadetcie Grabias także zdjęcie zrobił Maciej Piąsta. Mogę słuchać bez końca

Teatr Wielki, Madama Butterfly, Anna Wiśniewska Schoppa

               Piękna Cio-Cio-San




Zjawiskowa... Jak wygląda, tak śpiewa!
To taka mała refleksja po wczorajszej premierze "Madamy Butterfly" w Teatrze Wielkim w Łodzi. Zdjęcie Annie Wiśniewskiej-Schoppa zrobił Maciej Piąsta

niedziela, 26 lutego 2012

Madama Butterfly, Teatr Wielki w Lodzi na scenie Teatru im. Jaracza. Premiera

Japonia w Łodzi






Teatr Wielki 10, 11 i 13 marca zaprasza do Teatru im. Jaracza na premierę opery Giacoma Pucciniego "Madama Butterfly". To będzie inscenizowany koncert. Z udziałem... baletu. Obsada:

Madama Butterfly (Cio-Cio-San): Aleksandra Novina-Chacińska, Anna Wiśniewska-Schoppa
Suzuki, służąca Cio-Cio-San: Bernadetta Grabias, Agnieszka Makówka
Kate Pinkerton: Bernadetta Grabias, Agnieszka Makówka
Pinkerton: Tomasz Kuk, Sylwester Kostecki
Sharpless, konsul amerykański: Zenon Kowalski, Adam Szerszeń
Goro, japoński swat: Paweł Wunder, Dominik Sutowicz
Książę Yamadori: Andrzej Kostrzewski, Przemysław Rezner
Wuj Bonzo: Patryk Rymanowski, Grzegorz Szostak

A kierownictwo muzyczne - Tadeusz Kozłowski.
Będzie się działo.

Na zdjęciach, za archiwum TW, łódzkie, wielkie, Cio-Cio-San

sobota, 18 lutego 2012

Teatr Wielki, Filharmonia Lódzka

                Wielki u wielkich


Monika Cichocka

Agnieszka Makówka


Bernadetta Grabias




Teatr Wielki w Łodzi jutro po raz drugi zaprezentuje się na gościnnej estradzie Filharmonii Łódzkiej. Dziś pokazaliśmy Wielkie Chóry Operowe, w niedzielę, o godz. 19 - Wielka Gala Operowa. Koncert, będący wędrówką przez historię opery w wykonaniu naszych znakomitych solistów, wspaniale ubranych przez Marię Balcerek. "Wielka Gala Operowa" to rewia kreacji artystycznych i... kostiumowych. Wielu moich znajomych twierdzi, że Fashion Week wiele by skorzystał, gdyby miał w naszym koncercie partnera. Cokolwiek sądzić o takiej opinii, warto wybrać się w niedzielę do filharmonii, by popatrzeć i posłuchać. Dyryguje Ruben Silva.


FOT. CHWALISŁAW ZIELIŃSKI

sobota, 11 lutego 2012

Hiszpańskie fascynacje w Teatrze Wielkim: Grabias, Cichocka, Woś, Makówka, Kostecki, Szerszeń, Teliga




Wielki w mniejszym

Bernadetta Grabias                                       fot. Maciej Piąsta



Teatr, w którym pracuję, dał premierę "Hiszpańskich fascynacji" w reżyserii i choreografii Janiny Niesobskiej. Oglądałem i nie posiadam się z radości, że w tak trudnych warunkach (gramy w gościnnym Teatrze im. Jaracza) Tadeuszowi Kozłowskiemu (szefowi muzycznemu spektaklu) i orkiestrze udało się uzyskać znakomity efekt muzyczny.
Nasze solistki: Bernadetta Grabias, Monika Cichocka, Joanna Woś, Agnieszka Makówka oraz gościnnie: Ewa Wesin i Ewa Majcherczyk  śpiewały doskonale. Soliści: Sylwester Kostecki, Adam Szerszeń i Aleksander Teliga także znakomicie.
Pięknie starą klasykę zatańczyli goście z Wrocławia: urocza i pełna wdzięku Nozomi Inoue i Sergii Oberemok. Znakomicie zaprezentował się także ulubieniec łódzkiej publiczności Gintautas Potockas.
Najbardziej hiszpańska ze wszystkich Hiszpanek była Grabias, której głos i styl wykonywania pieśni z zarzuel jest bardziej oryginalny od oryginału. To niemożliwe? Możliwe. W teatrze wszystko jest możliwe.

poniedziałek, 24 października 2011

Maria Stuarda

Grabias, Woś, Rezner


Bernadetta Grabias śpiewa Elżbietę I doskonale i na scenie często jest potworem, któremu jednak współczujemy.
Joanna Woś jako Maria Stuart nosi się godnie, śpiewa zjawiskowo.
Przemysław Rezner jako Cecil nie ma łatwego zadania, ale intensywnie zaznacza swą obecność.

"Maria Stuarda" Donizettiego w Teatrze Wielkim w Łodzi to uczta wokalna na światowym poziomie. Co cieszy.

środa, 16 marca 2011

Teatr Wielki, Dydona i Eneasz, Zamek Sinobrodego

Rehlis rulez

Dorota Szwarcman napisała, a ja... Napiszę tylko, że nic dodać, nic ująć.
Może tylko jedno sprostuję: Teatr Wielki w Łodzi sięga po repertuar XX wieku. Nie tak często jak  Opera Narodowa, ale jednak. Można to sprawdzić.

poniedziałek, 7 marca 2011

Karolina Sofulak wyreżyserowała "Traviatę" w Operze Bałtyckiej

Dyplomowana koleżanka

W sobotę, w Operze Bałtyckiej Karolina Sofulak - moja koleżanka z roku - zadebiutowała. W inscenizacji Marka Weissa wyreżyserowała "Traviatę" - swój spektakl dyplomowy. Zrobiła to jako pierwsza z naszej siódemki.
W Gdańsku, za sprawą tej premiery, poczułem się jak w... Łodzi. Na scenie w partii tytułowej - Joanna Woś, jako Germont - Zbignierw Macias, doktor - Andrzej Malinowski. Na scenie także Joanna Cortes (wiele lat w Łodzi, teraz w Warszawie), a za dyrygenckim pulpitem Jose Maria Florencio, którego poznałem w Łodzi jako rozpoczynającego karierę, by później podziwiać jego kunszt w Warszawie, Poznaniu, wreszcie teraz w Gdańsku, gdzie wspólnie z Markiem Weissem dyrektoruje Operą Bałtycką.  Poczułem się jak w domu, naprawdę. Jaka szkoda, że tych wspaniałych artystów albo nie widzimy w Łodzi wcale, albo zbyt rzadko... Może z nową dyrekcją Teatru Wielkiego to się zmieni?
Spektakl oglądałem w towarzystwie pani reżyser i dwóch kolegów z roku: Jacka Mikołajczyka, który podarował mi prezent - swoją książkę o historii musicalu w Polsce "Musical nad Wisłą" i Łukasza Gajdzisa - podarował mi sympatyczną wymianę zdań. Z Krakowa na premierę przyjechał tylko prof. Józef Opalski zwany Żukiem. Z Łodzi Jacek Kubis.
A jakie było przedstawienie? Odwiedzcie Operę Bałtycką i pozwólcie porwać się wyobraźni twórców.
W tę samą sobotę w Teatrze Wielkim w Łodzi odbyła się premiera "Dydony i Eneasza" oraz "Zamku Sinobrodego". Kiedy będę miał okazję obejrzeć - jeszcze nie wiem.

wtorek, 1 marca 2011

Szyjko znika z Łodzi, Sofulak rulez, ale w Gdańsku

Karolina rulez


Karolina Sofulak, moja przyjaciółka, z jednego i tego samego roku studiów, jednocześnie debiutuje jako reżyser w operze i robi dyplom. „Traviatą” Verdiego w Operze Bałtyckiej. Reżyseruje w inscenizacji prof. Marka Weissa Grzesińskiego.


W obsadzie m.in.: Joanna Woś, Joanna Cortes, Zbigniew Macias, Andrzej Malinowski. A za dyrygenckim pulpitem Jose Maria Florencio. Wszyscy, jeśli nie teraz, to kiedyś w Łodzi. W „moim” Teatrze Wielkim, w którym nastał czas wietrzenia po dyrekcji niejakiego Szyjko. Kto wysprząta tę stajnię Augiasza? Oby dokładnie. Nie mogę się doczekać.

wtorek, 15 lutego 2011

Teatr Wielki w Łodzi: Marek Szyjko - panu już dziękujemy

Szyjko musi odejść

O tym, że Marek Szyjko jest fatalnym dyrektorem Teatru Wielkiego w Łodzi pisałem od dawna. O tym, że nie będzie dobrym dyrektorem wiadomo było już po pierwszych dwóch tygodniach, jakie minęły od nominacji, czyli od końca lipca 2008 roku.
Szyjce nie udawało się prawie nic. Najpierw zlikwidował stanowisko dyrektora artystycznego teatru, później rozmontował dział literacki. Skutkowało to kompromitującymi błędami: repertuarowymi, doboru realizatorów, obsadowymi. Ostatecznie już po roku urzędowania (tak właśnie: urzędowania) Szyjki, Teatr Wielki w Łodzi przestał istnieć jako instytucja kultury. Pozostał budynek i urząd.
Najpierw Szyjce nie udało się zatrudnić dyrektora artystycznego (nie dziwię się, bo kto chciałby pracować w teatrze z kimś, kto mówi, że teatrowi potrzebny jest ład korporacyjny). Później zaproponował własny repertuar, totalnie bez sensu (m.in. zdjęcie premiery „Don Carlosa” i zastąpienie jej „Kochankami z klasztoru Valldemosa”). Później Szyjko rozwiązywał umowy z realizatorami, m.in. z Waldemarem Zawodzińskim i Grzegorzem Wiśniewskim. Jeszcze później Szyjko zaczął bezprawnie używać nazwy Opera Łódź, czego po kilku miesiącach mu zabroniono, na szczęście.
Poprzedni dyrektor artystyczny – Kazimierz Kowalski – zaproponował Wojciechowi Kępczyńskiemu reżyserię „Nędzników”. Szyjce tytuł był pewnie nieznany, więc poprosił, by Kępczyński zrobił ramotę pt. „My Fair Lady”. I nawet rozreklamował to, zapowiadając dodatkowo, że kierownictwo muzyczne obejmie Maciej Pawłowski.
Kępczyński „Nędzników” z Pawłowskim owszem, zrobili, ale u siebie, w Romie. W Łodzi „My Fair…” wyreżyserował Maciej Korwin pod batutą Dariusza Różankiewicza.
Kolejną sensacją było, że Andrzej Seweryn wyreżyseruje „Dydonę i Eneasza”. Już bez rozgłosu dowiedzieliśmy się, że to też nie jest prawda.
Ponad trzy lata temu TW zakupił działkę pod budowę sceny kameralnej. Szyjko przemilczał pomysł, ale rękę po zarezerwowane na budowę środki (ponad 50 mln zł) wyciągnął. I przygotował teatr do… dewastacji. Pod jego auspicjami powstał projekt przerobienia budynku teatru na remizę strażacką: Szyjko wymyślił wybudowanie sceny kameralnej w miejscu dolnego foyer i szatni. Gdzie nowe szatnie – nie wiem, wiadomo, że w zamiarze Szyjki jest wybudowanie nowych korytarzy, którymi widzowie będą docierali do sali widowiskowej. Te rewelacje uzupełnia jeszcze fakt likwidacji magazynu instrumentów (przylegającego do orkiestronu).
Na szczęście Szyjce nie udało się coś jeszcze: przekonać władze do swojej genialności. Z dniem 15 lipca przestaje być dyrektorem Teatru Wielkiego w Łodzi. Jestem przekonany, że teraz może być już tylko lepiej: za Szyjki w łodzkim TW słychać już było tylko pukanie spod dna. Nowe władze marszałkowskie dostrzegły, że król jest nagi. I chwała im za to.

Teatrem pokierować ma Wojciech Nowicki, dyrektor naczelny Teatru im. Jaracza w Łodzi. Jest to pomysł sprzed 5 czy 6 lat. Lepiej późno, niż wcale, ale – jeśli Nowicki zdecyduje się – będzie miał ogromne pole do odgruzowania. Myślę, że to dobra propozycja dla teatru.

środa, 9 lutego 2011

Łódź: Teatr Wielki, Teatr im. Jaracza, Teatr Nowy

Ratujmy Teatr Wielki

W Teatrze Nowym obejrzałem premierę „Mordu” Hanocha Levina, reżyserował Norbert Rakowski. Inscenizacja uniwersalizuje dramat z dobrym skutkiem, jest nowoczesna, na innym aktorskim stylu gry oparta niż ten, który obowiązywał tu jeszcze „przed chwilą”. Szczególnie ucieszyli mnie: Michał Bielński (trzyma formę i ciekawie rozwija się) i Jolanta Jackowska (mam nadzieję na dobre powracająca do „zawieszonego” zawodu W „Nowym” idzie nowe? Oby. Trzymam kciuki.


W Teatrze im. Jaracza zobaczyłem „Barbelo, o psach i dzieciach” Biljany Srbljanovic, reżyserowała Anna Augustynowicz. Do tekstu podeszła z gotową formą, jaką podziwiałem w "Miarce za miarkę” Szekspira (warszawski Teatr Powszechny) i „Weselu” Wyspiańskiego (szczeciński Teatr Współczesny). I może dlatego spektakl łódzki wydał mi się już raz widzianym. Asceza w budowaniu relacji między bohaterami nie przysłużyła się, moim zdaniem, tekstowi, zawierającemu oczywiście poważne spostrzeżenia i refleksje, to jednak nie pozbawionemu nacechowania groteską. Było ciężko i moralizatorsko, mogło być lekko i równie mądrze. Najwięcej przyjemności sprawiły mi dwie panie: Justyna Wasilewska i Agnieszka Więdłocha. Doskonale funkcjonowała scenografia Waldemara Zawodzińskiego, wręcz zapraszająca do odrobinę lżejszej formy. Augustynowicz jakoś tego nie dostrzegła.

Przyjemność absolutną czerpałem oglądając i słuchając Joanny Woś w „Łucji z Lammermoor” Donizettiego. Ostatnio Teatr Wielki w Łodzi grywa rzadko, a jak już to proporcje ma zaskakujące: 3 tytuły operowe, 6 baletów, 1 operetka i 1 musical, ale 3 spektakle (to w lutym). Piotr Wujtewicz nie porwał swą batutą orkiestry, w partii Rajmunda podobał się Grzegorz Szostak, nienagannie zaprezentowała się Bernadetta Grabias jako Alicja, jak zwykle znakomity był Zenon Kowalski jako Henryk. A Edgar… miłosierdzie nakazuje przemilczenie skandalicznej produkcji wokalnej.

Teatr Wielki na swej stronie chwali się sukcesem Joanny Woś w partii Marii Stuart, pisząc przy okazji, że spektakl „Maria Stuart" G. Donizettiego jest koprodukcją Teatru Wielkiego w Łodzi, Teatru Wielkiego im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu i Opery Śląskiej w Bytomiu.

A to coś nowego. Szkoda, że teatr nie pisze kiedy tę koprodukcje zobaczymy w Łodzi. W repertuarowych planach nie ma ani jednego spektaklu „Marii…” do końca sezonu. Podobno w nowym sezonie w teatrze zacznie się remont. Czyżby więc dyrektor TW, Marek Szyjko, zainwestował w produkcję konkurencyjnych scen ot, tak sobie? Dziwne to jest nie mniej, jak to, że na skutek planowanego remontu zniknie (znajdujący się obok orkiestronu) magazyn instrumentów. Pomijając już to, że z dolnego foyer znikną szatnie. Ba, zniknie całe foyer. Marek Szyjko zaplanował bowiem budowę w tym miejscu sceny kameralnej. Można więc przypuszczać, że już niedługo zniknie sam Teatr Wielki, jakim znamy go od blisko 45 lat. Bo jeśli chodzi o kwestie artystyczne, to teatr znika już od ponad dwóch lat. Niknie na naszych oczach.

W 1992 roku, w roku jubileuszu 25-lecia Teatru Wielkiego i latach kryzysu w kulturze, teatr nie miał pieniędzy nawet na zorganizowanie koncertu jubileuszowego. Na łamach „Wiadomości dnia” zorganizowałem akcję „Ratujmy Teatr Wielki” i udało się. Był jubileuszowy koncert (ofiarodawcom raz jeszcze przy okazji dziękuję), znalazły się pieniądze na funkcjonowanie teatru i to w kwitnącej formie (dyrektorem był wówczas Antoni Wicherek). Czy dziś tez potrzebna jest taka akcja? Jeśli tak, to myślę, że najpierw trzeba zastanowić się przed kim teatr należy ratować.

czwartek, 20 stycznia 2011

Teatr Wielki w Łodzi: Jubileusz 30-lecia pracy artystycznej Jolanty Bibel i kolejne wpadki Marka Szyjko

Bibel ponad wszystko

Tę notatkę dyktuję, bo mam poparzoną dłoń. Nie chodzę prawie, bo złamałem palce u nogi. Zajęło mi to niespełna 24 godziny. Cieszę się, że przed jedną z kontuzji udało mi się być na „Aidzie”, w którym to przedstawieniu "obeszła" jubileusz 30-lecia pracy artystycznej Jolanta Bibel – jedna z najlepszych mezzosopranistek nie tylko w tym kraju.


Myślałem jak też tym razem Jolanta Bibel zaśpiewa Amneris… Okazało się, że jak zawsze – znakomicie. Partnerowali jej równie świetni: Monika Cichocka (Aida), Krzysztof Bednarek (Radames), Zenon Kowalski (Amonasro). Wieczór w łódzkim Teatrze Wielkim był bardzo miły.
Nie zabrakło zabawnych sytuacji (po spektaklu, zza opuszczonej kurtyny) publiczność miała okazję wysłuchać chóralnego „Sto lat” w wykonaniu wszystkich artystów, a przeznaczonego Jubilatce. Widzowie zatrzymali się i… klaskali.

Nie zabrakło też, do czego bywalcy TW są już przyzwyczajeni, kompromitujących wpadek Marka Szyjko, który, gdyby ktoś nie wiedział – wciąż jest dyrektorem Teatru Wielkiego. W prologu pan Szyjko wszedł na scenę by złożyć stosowne hołdy pani Bibel. Przypomniał, że na łódzkiej scenie zadebiutowała jako Adalgisa w „Normie” Belliniego, mówiąc Adalgiza (poprawnie powinno być Adaldżiza), ale dyrektor teatru operowego nie musi przecież tego wiedzieć. Podobnie, jak nie musi widzieć, że nazwisko czeskiego kompozytora Antoniego Dworaka poprawnie wymawia się Dworzaka (to było a’propos partii Jirzibaby w „Rusałce”. „Ale obciach” – zauważył siedzący obok mnie meloman. Nie sposób nie przyznać racji.

środa, 22 grudnia 2010

Kolejny zły pomysł Marka Szyjko w Teatrze Wielkim w Łodzi

Konina rzucał perły przed wieprze

Kilka dni temu, 18 grudnia, uczestniczyłem w premierze, co ja mówię, w światowej prapremierze opery Marty Ptaszyńskiej pt. "Kochankowie z klasztoru Valldemosa". I było to doświadczenie dojmujące.


Pomijam już błąd w tytule (nie ma klasztoru Valldemosa, jest klasztor w Valldemosie), ale nie pominę treści libretta. Głównymi bohaterami autor - Janusz Krasiński - uczynił Fryderyka Chopina i jego kochankę George Sand. A więc dwoje nie tylko znakomitych, ale znanych, popularnych i cenionych artystów pierwszej połowy XIX stulecia. Dziś pewnie widzielibyśmy ich w szeregach celebrytów, ale współcześni im podziwiali ich na salonach.

Co innego podziwiać salonowe pustosłowie, a co innego poznać charakter i temperament wielkich osobowości. No, niestety, nie to zainteresowało autora. Krasiński rozwodzi się w swym tekście nad opadami deszczu, słońcem, które świeci, kwiatami, które pachną i... nierogacizną, która płynie statkiem, podczas gdy rogacizna (koza) statkiem nie płynie, ma za to zostać unicestwiona. Że robię sobie żarty i kpię? Nic bardziej błędnego: mówię najzupełniej serio. W tej pseudooperze pojawia się tylko raz rodzaj arii w wymiarze szczątkowym, która traktuje o kozie. O kozie, którą kazano zabić po wyjeździe protagonistów z Majorki. Tekst "Nie zabijaj kozy, kozy nie" doczekał się w muzyce powtórzeń, długich fraz, a nawet w słowie "koza", na samogłosce "o" koloratury. Nieoczekiwanie doszło do autoparodii.

Rozbawienie wywołuje i libretto, i muzyka Marty Ptaszyńskiej, skąpana w umarłej 40 lat temu awangardzie lat 60. Ale taka jest Ptaszyńska i jej nieśmiertelny styl. Trzeba być kompletnie niezorientowanym we współczesnej muzyce, żeby zamawiać u tej artystki operę.

Ale czego wymagać od wołu ponad sztukę mięsa? Marek Szyjko od dwóch i pół roku kieruje Teatrem Wielkim w Łodzi i, jak dotąd, niczego nie dowiedział się o operze. Śmiać mi się chciało, kiedy – jako dyrektor zamawiający (wcześniej szczycił się tym, że zamówił ten utwór) – oklaskiwał kompozytorkę na premierze: był chyba jedynym, spośród widzów niemal całego amfiteatru.

Spektakl wyreżyserował, we własnej scenografii, Tomasz Konina. I muszę przyznać, że podziwiam go za ten czyn heroiczny, bo sam uciekałbym przed tą muzyka i librettem gdzie pieprz rosnie. Nie zaryzykuję wiele pisząc, że Konina rzucał perły (swojego talentu) przed wieprze ("talentów" kompozytorki i librecisty).

Tym wielkim nieporozumieniem, jakim są "Kochankowie z klasztoru Valldemosa", Teatr Wielki w Łodzi niechlubnie wpisał się w obchody 200-lecia urodzin Fryderyka Chopina. Niestety, Marek Szyjko zdążył już wszystkich przyzwyczaić do, delikatnie mówiąc, swej niezgrabności i nieudacznictwa. Gołosłowny nie będę, przykłady w następnym wpisie.