Fortuna kałem sie tuczy


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Konina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Konina. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 grudnia 2010

Kolejny zły pomysł Marka Szyjko w Teatrze Wielkim w Łodzi

Konina rzucał perły przed wieprze

Kilka dni temu, 18 grudnia, uczestniczyłem w premierze, co ja mówię, w światowej prapremierze opery Marty Ptaszyńskiej pt. "Kochankowie z klasztoru Valldemosa". I było to doświadczenie dojmujące.


Pomijam już błąd w tytule (nie ma klasztoru Valldemosa, jest klasztor w Valldemosie), ale nie pominę treści libretta. Głównymi bohaterami autor - Janusz Krasiński - uczynił Fryderyka Chopina i jego kochankę George Sand. A więc dwoje nie tylko znakomitych, ale znanych, popularnych i cenionych artystów pierwszej połowy XIX stulecia. Dziś pewnie widzielibyśmy ich w szeregach celebrytów, ale współcześni im podziwiali ich na salonach.

Co innego podziwiać salonowe pustosłowie, a co innego poznać charakter i temperament wielkich osobowości. No, niestety, nie to zainteresowało autora. Krasiński rozwodzi się w swym tekście nad opadami deszczu, słońcem, które świeci, kwiatami, które pachną i... nierogacizną, która płynie statkiem, podczas gdy rogacizna (koza) statkiem nie płynie, ma za to zostać unicestwiona. Że robię sobie żarty i kpię? Nic bardziej błędnego: mówię najzupełniej serio. W tej pseudooperze pojawia się tylko raz rodzaj arii w wymiarze szczątkowym, która traktuje o kozie. O kozie, którą kazano zabić po wyjeździe protagonistów z Majorki. Tekst "Nie zabijaj kozy, kozy nie" doczekał się w muzyce powtórzeń, długich fraz, a nawet w słowie "koza", na samogłosce "o" koloratury. Nieoczekiwanie doszło do autoparodii.

Rozbawienie wywołuje i libretto, i muzyka Marty Ptaszyńskiej, skąpana w umarłej 40 lat temu awangardzie lat 60. Ale taka jest Ptaszyńska i jej nieśmiertelny styl. Trzeba być kompletnie niezorientowanym we współczesnej muzyce, żeby zamawiać u tej artystki operę.

Ale czego wymagać od wołu ponad sztukę mięsa? Marek Szyjko od dwóch i pół roku kieruje Teatrem Wielkim w Łodzi i, jak dotąd, niczego nie dowiedział się o operze. Śmiać mi się chciało, kiedy – jako dyrektor zamawiający (wcześniej szczycił się tym, że zamówił ten utwór) – oklaskiwał kompozytorkę na premierze: był chyba jedynym, spośród widzów niemal całego amfiteatru.

Spektakl wyreżyserował, we własnej scenografii, Tomasz Konina. I muszę przyznać, że podziwiam go za ten czyn heroiczny, bo sam uciekałbym przed tą muzyka i librettem gdzie pieprz rosnie. Nie zaryzykuję wiele pisząc, że Konina rzucał perły (swojego talentu) przed wieprze ("talentów" kompozytorki i librecisty).

Tym wielkim nieporozumieniem, jakim są "Kochankowie z klasztoru Valldemosa", Teatr Wielki w Łodzi niechlubnie wpisał się w obchody 200-lecia urodzin Fryderyka Chopina. Niestety, Marek Szyjko zdążył już wszystkich przyzwyczaić do, delikatnie mówiąc, swej niezgrabności i nieudacznictwa. Gołosłowny nie będę, przykłady w następnym wpisie.

wtorek, 16 listopada 2010

Ryszard Zembaczyński, prezydent Opola, potępia sceny gwałtu, pedofilii i homoseksualne w... teatrze

Sex w teatrze, skandal dla władzy

Prezydent Opola Ryszard Zembaczyński (dziś PO, debiutował w SD) zapowiedział inwestycje związane z rozbudową Teatru Lalki, „bo teraz tylko tam można prowadzić młodzież bez narażania na zgorszenia”.
- Mieliśmy w Opolu teatr dramatyczny ale zrobił się sadystyczny i sexi - ocenia prezydent.
Co go bulwersuje? Teatr im. Kochanowskiego i inscenizacja „Zmierzchu bogów” wyreżyserowana przez Maję Kleczewską. Przedstawienia nie widziałem, ale zaufani powiedzieli mi, że faktycznie, ostatnia premiera teatru wzbudziła wśród mieszczan wiele kontrowersji. W spektaklu mianowicie znalazły się sceny homoseksualne, pedofilskie czy gwałtu. No i co z tego?
Nie przepadam za realizacjami Kleczewskiej, ale nie mogę odmówić jej talentu. I chociaż przedstawienia nie widziałem (podkreślam po raz drugi), to – podkreślam po raz pierwszy – dlaczego miałoby tych scen w spektaklu nie być? Bo panu prezydentu się to nie podoba?
Panie prezydencie Opola: teatr i sztuka to wolność. I warto o tym pamiętać. Może faktycznie te sceny są okropnie wyreżyserowane. Jeśli tak jest, to można krytykować panią reżyser. Ale krytykować teatr za to, że pokazuje takie sceny? To kretynizm. Albo hucpiarska chęć zaistnienia w mediach z okazji wyborów.
Panu prezydentu gratuluję w tym wszystkim jednego, supertrafnego określenia, pod którym podpisuję się rękami i nogami: Tak, panie prezydencie: teatr jest sexi. Każdy teatr. Przy okazji gratuluję panu Tomaszowi Koninie (jest dyrektorem tego teatru), że udaje mu się prowadzić teatr w taki sposób, że stał się sexi.
PS. Na Teatr im. Kochanowskiego pan prezydent nie da pieniędzy, bo ich nie daje od 11 lat. Teatr im. Kochanowskiego podlega Urzędowi Marszałkowskiemu. I chwała Bogu.

wtorek, 24 sierpnia 2010

Wiśniewski, Swinarski i Teatr (nie) Wielki w Łodzi

Strzał w kolano


Zarządca Teatru Wielkiego w Łodzi, Marek Szyjko, od niemal dwóch lat obnosi się dumny jak paw, bo TW da prapremierę „Kochanków z klasztoru Valdemosa” – opery zamówionej u Marty Ptaszyńskiej z okazji 200-lecia urodzin Fryderyka Chopina.

Szyjko na wszystkich możliwych i niemożliwych nośnikach grzał się w blasku sławy Grzegorza Wiśniewskiego, którego udało mu się namówić na reżyserowanie tego dzieła.
Pierwotnie premierę zaplanowano na ubiegły sezon, ale nie udało się teatrowi jej zrealizować. Trzeba przyznać, że jednocześnie z czerwcowym, podany był termin wrześniowy (2010). Jednak i tego terminu teatrowi nie udało się dotrzymać. Premierę przełożono na październik, ostatnio – na grudzień.

Nieoczekiwanie kilka dni temu pan Szyjko podał nazwiska innych realizatorów, niż wcześniej zapowiadał. Reżyserować nie będzie już Wiśniewski, a Tomasz Konina (w TW w Łodzi widzieliśmy, jego interesujące realizacje m.in. „Adriany Lecouvreur”, „Makbeta”, „Kandyda” – niestety, ani jedna pozycja nie znajduje się w ubożuchnym repertuarze łódzkiej sceny), scenografia oczywiście także nie Wiśniewski, a Konina. No cóż…

Jest taka anegdota: znana aktorka Y spotyka na planie filmowym koleżankę X - inną wielką sławę. Wieczorem opowiada o zdarzeniu koleżankom w teatralnej garderobie: Ależ X się zestarzała! Aż miło popatrzeć!
Hm… Ależ się panu Szyjko nie udaje… Właśnie zrezygnował ze współpracy z tegorocznym (dziś ma być oficjalne ogłoszenie faktu) laureatem Nagrody Swinarskiego – najbardziej prestiżowej reżyserskiej nagrody w Polsce, przyznawanej przez krytyków miesięcznika „Teatr”.