Fortuna kałem sie tuczy


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brzoza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brzoza. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 czerwca 2010

Konkurs na dyrektor Teatru Nowego w Łodzi ogłoszony

Wydział Kultury Urzędu Miasta Łodzi postanowił ogłosić konkurs na stanowisko dyrektora naczelnego Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka. Jeszcze kilka dni temu niektórzy żyli nadzieją, że do teatru powróci jego poprzedni dyrektor artystyczny Zbigniew Brzoza, ale, jak się wydaje, nie jest to już możliwe. Czy na pewno?


Brzoza, jak wiadomo, zdecydował, że do konkursu nie przystąpi, ale gotów był objąć teatr w drodze nominacji. Konkurs, jak zapewnia Wiesława Zewald, dyrektor Wydziału Kultury, będzie w stu procentach uczciwy, co znaczy, że władze nie mają swojego kandydata.

O tym jednak kto będzie miał największe szanse wygrać rywalizację, decydować będzie skład komisji konkursowej. Poza przedstawicielami zespołu Teatru Nowego, w komisji zasiądą zapewne urzędnicy magistraccy i osoby (dwie, lub jedna) wytypowane przez ZASP. Tak twierdzą ci, którzy do konkursu zaufania nie mają. Ci, których idea konkursu przekonuje, są zdania, że o wygranej przesądzi program przedstawiony przez kandydata…

Nie zazdroszczę aktorom i wszystkim pracownikom Teatru Nowego. Jakiekolwiek rozwiązanie na pewno nie usatysfakcjonuje wszystkich. Nie zazdroszczę też Mirce Marcheluk, obecnej dyrektor artystycznej TN ( z kontraktem pięcioletnim), bo taki trochę sabat się nad Nią odprawia. I wydaje się niemal pewne, że dni Jej dyrekcji są policzone. Co jednych smuci, a innych wprawia w zachwyt. A wszyscy mają usta przepełnione frazesem: my chcemy tylko dobra teatru…

Tymczasem pomiędzy tymi wszystkimi zawirowaniami, jest teatr. Sytuacja kojarzy mi się morałem jednej z bajek La Fontaine’a: wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły.

PS. Konkurs może zostać nierozstrzygnięty. Co wtedy?

wtorek, 1 czerwca 2010

Zbigniew Brzoza dyrektorem Teatru Nowego w Łodzi

Zbigniewa Brzozy w Teatrze Nowym w Łodzi chcą aktorzy. Jak wiadomo, nie wszyscy, bo są też tacy, którzy nie chcą. Pani Wiesława Zewald, wiceprezydent Łodzi, rozważa, czy Brzozę posadzić, czy nie. A jeśli nie, to ogłosić konkurs. W którym Brzoza udziału nie weźmie. Okazuje się za to, że bez konkursu Brzoza zgodzi się zostać dyrektorem naczelnym Teatru Nowego, którego od kilku tygodni nie ma, bo Janusz Michaluk został zwolniony.
Jak zwykle okazuje się, że łatwiej jest kogoś zwolnić z pracy, niż znaleźć kogoś do pracy. Poprzedni prezydent Łodzi, Jerzy Kropiwnicki, mianował dyrektorem Janusza Michaluka, adwokata i kiedyś chyba prezesa klubu tenisowego, nie w uznaniu pana Michaluka zasług dla teatru, bo pan Michaluk teatr znał wyłącznie z widzenia. I to raczej słabo, bo zanim został dyrektorem „Nowego”, to widział teatr raz, i tylko z daleka. Nie dziwi więc postawa pani wiceprezydent Zewald, bo pośpiech wskazany jest wyłącznie przy łapaniu pcheł. Dyrektora wybrać należy starannie, zwłaszcza, że kierować będzie musiał pracą dyrektora artystycznego, którym jest Mirosława Marcheluk, aktorka „Nowego”, z którą Kropiwnicki (tuż przed odwołaniem z urzędu) podpisał kontrakt na pięć lat, zapewne z okazji 70. urodzin aktorki. Nota bene wcześniej Kropiwnicki zapowiedział, że z żadnym dyrektorem nie podpisze umowy dłuższej, niż roczną.
Tak więc sytuacja w „Nowym” jest faktycznie fascynująca. A rozwiązań co najmniej kilka.
Nie wydaje mi się, by było możliwe, aby na czele teatru stanęła Mirka Marcheluk, jako naczelny i artystyczny. Zatem może jednak Brzoza. Jako naczelny. A artystyczny dyrektor Marcheluk? Nie wiem kto kogo wcześniej by zamordował: Mirka Zbyszka, czy odwrotnie? Bo nie wierzę, że mogliby dogadać się. A Brzoza, skoro miałby wrócić do teatru, to przecież nie po to, by słuchać Marcheluk w kwestiach artystycznych. Ich widzenie teatru to dwa wykluczające się światy.
Zatem realne jest to, że Brzoza zostanie dyrektorem naczelnym i zażąda usunięcia Marcheluk, a następnie zostanie naczelnym i artystycznym. I to nie byłoby takie złe.
Gorzej, jeśli w wyniku ogłoszonego konkursu, teatr obejmie ktoś z listy „stale polujących na jakąkolwiek dyrekcję, w jakimkolwiek mieście”. Na tej liście jest kilka nazwisk, ale nie widzę wśród nich przyszłego dyrektora Teatru Nowego w Łodzi. A jeśli nawet ktoś taki stanąłby do konkursu i go wygrał, to jaka jest gwarancja, że coś w teatrze się zmieni? Bo żeby naprawdę „Nowy” wydobył się z zapaści, to trzeba mu przede wszystkim świetnego dyrektora artystycznego. Co zatem z Mirką Marcheluk? Rozwiązanie kontraktu z Marcheluk wiąże się przecież z wypłatą, zapewne sporego, odszkodowania…
Jakby jeszcze było nie dość, to trzeba dodać, że kierownikiem literackim jest tam nadal radna PiS, Bożenna Jędrzejczak, która odegrała kluczową rolę w usunięciu Brzozy ze stanowiska. Magiel, jaki zaprezentowała wówczas Bożenna Jędrzejczak, wprawiał w osłupienie bez wyjątku wszystkich. Podobnie jak teraz wprawia w osłupienie niezdecydowanie władz.
Tymczasem na stronie teatru zamieszczono list, w którym podpisani (przewodniczący związków zawodowych), występują stanowczo przeciwko powrotowi Brzozy do „Nowego”. Puenta listu jest taka: nie chcemy Brzozy „bo chcemy tworzyć, a nie żyć w lęku przed wybrykami kogoś, kto swym monstrualnie przerośniętym ego niszczy wszystko wokół”.
No pewnie, przecież najlepszy dyrektor to taki człowiek bez ego, którym konstruktywnie rządzą związki.