Fortuna kałem sie tuczy


niedziela, 28 października 2012

Tosca, Teatr Wielki Łódź: Hołysz, Kuk, Szerszeń



Stało się

Próba generalna: Piotr Halicki (zaśpiewa dziś), Tomasz Kuk i Andrzej Kostrzewski (śpiewali wczoraj).
Fotografował Maciej Piąsta


Wczorajsza premiera "Toski" została bardzo dobrze przyjęta przez publiczność. Katarzyna Hołysz debiutująca w partii Toski zachwycała, podobnie jak Adam Szerszeń - debiutujący w partii Scarpii i nie debiutujący w partii Cavaradossiego Tomasz Kuk. Piękny epizod stworzył Grzegorz Szostak jako Zakrystian, przekonująco zagrał i zaśpiewał Angelottiego Patryk Rymanowski, przejmująco poprowadzili postaci policyjnych rzezimieszków Andrzej Kostrzewski i Dominik Sutowicz. Orkiestra i prowadzący ją Tadeusz Kozłowski - genialni. Reżyseria Janiny Niesobskiej i Waldemara Zawodzińskiego - doskonała, znakomite, jak zawsze, kostiumy Marii Balcerek. Mądry, inteligenny teatr operowy.
Dorota Szwarcman napisała już na swoim blogu tak:

http://szwarcman.blog.polityka.pl/2012/10/28/festiwalu-pucciniego-ciag-dalszy/#more-2676

Czuję się w obowiązku poprawić Dorocie dwie pomyłki, wynikające zapewne z tego, że coraz trudniej - w pędzącej rzeczywistości - liczy się nam wszystkim minione lata. I tak: Dorota "Operetkę" Gombrowicza w reżyserii Dejmka widziała w Teatrze Nowym w Łodzi (zesztą dziś teatr ten nosi imię swego założyciela i pierwszego dyrektora). Druga rzecz: Teatr Wielki w Łodzi ma 45 lat (otwarty został 19 stycznia 1967 roku), ale faktycznie - prowadzony jest w nim pierwszy w historii tak wielki remont. A scena - kiedyś jedna z najnowocześniejszych w Europie - najpewniej znów będzie mogłą sięgnąć po to miano.

Dziś w łódzkiej "Tosce"  publiczności przedstawią się: Ewa Vesin (Tosca), Sylwester Kostecki (Cavaradossi) i debiutujący nie tylko jako Scarpia, ale występujący pierwszy raz w zyciu na profesjonalnej scenie - Piotr Halicki. Będzie się działo!

Jutro dodam kilka zdjęć.

wtorek, 2 października 2012

Recenzja

Niepokorną mam naturę

Przeczytałem kilka recenzji kilku przedstawień. Rozmaitych gatunków: opery, musicalu, dramatu, teatru telewizji. Może więc jednak przeczytałem kilkanaście recenzji.
Z ani jednej nie dowiedziałem się czy omawiame przedstawienie było dobre, czy złe; ciekawe, oryginalne, czy sztampowe i nudne. Z większości nie dowiedziałem się kto w nim grał, nie mówiąc o tym jak grał. Nie wiem jak zostały przedstawienia wyreżyserowane, jaka była scenografia. Z jednej recenzji dowiedziałem się, że trąbki nie zawsze grały czysto.
Nie wiem, czy opisywane przedstawienia i odczytanie reżyserskich interpretacji trafiły w gust recenzentów, ani czy ich zadowoliły. A to przecież ważne, bo staram się za każdym razem podążać za gustem, czy upodobaniem recenzenta, staram się ufać Jego ocenie, budując sobie zarazem opinię o Jego (recenzenta) upodobaniach.
W przypadku większości recenzji nie wiem kto grał (śpiewał), więc nie wiem też jak. W większości nie wiem jaka idea przyświecała reżyserowi i czy była czytelna dla adresata. Nie wiem też jaka była scenografia (pomijam, że w zdecydowanej większosci nie dowiedziałem się kto jest jej autorem) i czy rymowała się z interpretacją.
 Przeczytałem kilkanaście recenzji z kilku spektakli i nie wiem jakie spektakle recenzenci obejrzeli. Wiem tylko, że odbyły się premiery. I że kładę głowę pod nóż. Jakoś niepokorną mam naturę. Przepraszam.

czwartek, 20 września 2012

Dziś Schubert i Niesobska

Pomyłki, literówki

Nie wiem jak, ale sie zdarza. Mnie też.  Ale zawsze przygnębia. Tu Schuberta autor traktuje jako Shuberta

http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/146583.html%0A



A tu Janina Niesobska jest Joanną


http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/146620.html%0A

A tu Niesebska

http://powszechny.pl/pl/zespol-administracyjny/ewa-pilawska

wtorek, 11 września 2012

Woody Allen, Ornella Muti, Zakochani w Rzymie

Nieudana wycieczka do Rzymu

Rzym jest piękny, oczami Woody'ego Allena nie tak piękny. Bo "Zakochani w Rzymie" - najnowszy film Allena - to ledwie błahostka, nawet nie wykorzystująca niczego więcej, ponad stereotypy, ponad obrazki.
W całym filmie znalazły się ledwie dwie, trzy dowcipne sceny, reszta to - mówiąc może mało elegancko - wata. Brakuje dramaturgii, błyskotliwości, bigla. Zastępuje je jakaś scenariuszowa skleroza, przewidywalne skojarzenia - bardziej niż banalne.
Na ekranie w małym, dekoracyjnym epizodzie Ornella Muti, której dawno na naszych ekranach nie widziałem. No i Penelope Cruz w jedynej wyraziście napisanej roli. I już. Jedyne, co zawdzięczam temu filmowi, to powrót tęsknoty za Rzymem. Chciałbym znów zobaczyć Rzym, ale tak, jak ja chcę. Nie tak, jak Allen."Mój" Rzym jest ciekawszy.

środa, 5 września 2012

Dno Piotrkowskiej 69


Uprzejmy inaczej

I znów z cyklu „Gdzie my żyjemy”?

Kolega ma upodobanie, skądinąd praktyczne, w wyszukiwaniu ofert z tzw. Groupona. Ale, jak to bywa, czasami nie jest w stanie podołać terminom. Kilka tygodni temu zaproponował mi skorzystanie z oferty gastronomicznej, co było przeze mnie życzliwie przyjęte. Podobnie przez restaurację. Dwa dni temu napisał do mnie (mieszka w innym mieście):
- Nie jestem w stanie wykorzystać kuponów do pierograni, a mam cztery, czy mogę Ci je zaoferować?
- Z przyjemnością skorzystam – ucieszyłem się, bo jakoś czasu na zakupy nie było i lodówka świeciła światłem własnym.

Kupony dostałem drogą elektroniczną, dwa dni usiłowałem zarezerwować stolik, lecz bez skutku: telefon restauracyjki nie odpowiadał. Dziś udałem się (w towarzystwie) do pierogarni (ul. Piotrkowska 69) . Kilka stolików, jeden wolny, przy bufecie kilka osób. Okazuje się, że wszyscy z kuponami Groupona. Za ladą bufetu młody człowiek.

- Dzień dobry, widzę, że ja, jak i Państwo, przyszedłem na obiad.
- Nie ma wolnych stolików, a poza tym trzeba było sobie zarezerwować – rzuca dziarsko młodzian.
- Dzwoniłam do państwa od trzech dni i nikt nie podnosił słuchawki.
- To miała pani pecha – z uśmieszkiem satysfakcji odpowiada młodzian.
– A ci państwo się dodzwonili.
- Ja dzwonię od dwóch dni i tez się nie dodzwoniłem – wtrącam swoje trzy grosze, sądząc, że zrobię wrażenie.
- No i co z tego? – rezonuje chłopię.
- Pan jest nieuprzejmy – spostrzega klientka, która coraz bardziej jest zmieszana.
- O, a tu jest jeden stolik wolny – zauważam bystrze.
- Ale jest przy nim jedno krzesło, więc dwie osoby i tak nie usiądą - triumfuje pan personel.
Przy stoliku obok (z trzema krzesłami) siedzą dwie osoby.

- Przepraszam, czy to krzesło jest wolne – pytam.
- Tak, proszę wziąć – odpowiadają uprzejmie goście.
- Nie ma po co, bo ten stolik jest i tak zarezerwowany, więc pan tu nie usiądzie – triumfuje chłopię z obsługi. – Proszę już wyjść i nie przeszkadzać mi w pracy.
- A to już jest chamstwo – wydaje mi się, że brzmię dostatecznie dramatycznie, by subiekt się zreflektował.
- Co najmniej chamstwo – wspiera mnie pani, która też liczyła na obiad i to w towarzystwie trzech osób. – Wie pan (to do mnie) dziś mamy pewną rocznicę i zaprosiłam najbliższych na poczęstunek – mówi nie mogąc wyjść z osłupienia.
- A na kiedy mógłbym zarezerwować stolik – chwytam się brzytwy już się ciesząc, że wyjdzie jednak na moje.
- Na piątek o godz. 12 – odpowiada chłopię zerkając w jakieś zapiski.
- Ale o godz. 12 to obiadu się nie je, może później – tracę sympatyczny ton.
- To wcale się nie je – lśni błyskotliwością młodzieniec.
- Czy może pan poprosić właściciela – myślę, że tym pytaniem osiągnę wszystko.
- Nie, właściciela nie ma, będzie w przyszłym tygodniu.
- Jaki jest do niego telefon – gorączkuje się pani z rocznica i gośćmi.
- Nie ma telefonu, mogą sobie państwo oddać kupony i Groupon odda wam pieniądze – odpowiada chłopak i znika za kotarą.
- Ja pracuję w takim miejscu, że to nie ujdzie im na sucho – konstatuje pani. 
- Nie pomyliłem się, to jest chamstwo – i tym stwierdzeniem wieńczę swoje pyrrusowe zwycięstwo.
A przecież wystarczyło powiedzieć przepraszam, nie sprostaliśmy organizacyjnie, nie przewidzieliśmy tak wielkiego zainteresowania, zapraszamy kiedy indziej. Oczywiste jest, że moja noga tam nie postanie, czego i Państwu życzę.

czwartek, 30 sierpnia 2012

Doraźnie, łódzkie MPK

Jadę sobie autem

ulicą Kilińskiego. Światła, mam czerowne, więc stoję. Nagle uderza w moje auto coś. Trzykrotnie. Okazuje się, że to samochód ciężarowy Star. Samochód ów jest pojazdem MPK - tzw. pomoc techniczna.
- Nie widział mnie pan? - ukrywam niechęć wobec sprawcy.
- Widziałem, przecież stał pan przede mną - odpowiada zażywny czterdziestolatek.
- I???
- Hamulce mi wysiałdy, przepraszam - dodaje, a ja juz zbity z tropu, bo widzę z drugiej strony człowieka.
- Nie szkodzi - mówię i sam nie wierzę w to, co słyszę z ust swoich, bo tył auta zdewastowany.
- Piszemy oświadczenie, czy mam wołac policję - pytam uprzejmie.
- Oświadczenie - odpowiada sprawca. I dodaje - Cholera, jesteśmy jedynym pogotowiem technicznym MPK na Łódż, Zgierz i Ozorków. No i teraz nie ma pomocy technicznej.
- Co pan mówi? - pytam ogłuszony i ogłupiały zarazem, bo łeb mi się zatrząsł od tych uderzeń.
- No tak - mówi pan z MPK - teraz nie ma pomocy technicznej w regionie.
A jest godz, 16.30. A adres -Kilińskiego 129.
- Piszemy oświadczenie? - pytam uprzejmie.
- Tak, ale zadzwonię po dyżurnego, on przywiezie druk oświadczenia.
Dzwoni. Dyżurny pojawia się, chyba w CC, nie może drzwi otworzyć, gdy otwiera, zamyka je z trudem. Piszemy oświadczenie na druku MPK. Powód kolizji - awaria hamulców w samochodzie pomocy technicznej MPK. Pan sprawca mnie przeprasza, ja na to, że nie szkodzi, chociaż tyłu auta brakuje cokolwiek i głowa boli.
Wracam do domu.
Myślę, co w zasadzie mnie zdumiewa.
Uderza w moje auto wóz pomocy technicznej MPK - jedyny dziś w mieście. Z powodu awarii hamulców.
Gdzie ja żyję????